środa, 6 października 2010

Grunt to kolekcja

Temat dopalaczy jest ostatnimi czasy wałkowany wszędzie. I w sumie nie ma co się dziwić. Temat jest niewątpliwie trudny i zagmatwany. Nagle dowiadujemy się że tak naprawdę to w naszym kraju sprzedawać można wszystko i w świetle prawa dozwolone jest handlowanie np. psimi odchodami, o ile tylko określi się je mianem np. szkolnej pomocy dydaktycznej albo dekoracji wielkanocnych. Dowiadujemy się również że w niejednym młodym Polaku rozwinęła się żyłka kolekcjonera i popychany silnym poczuciem "kolekcjonowania" udaje się co weekend (lub częściej) do sklepu w którym z pewnością coś przydatnego do swojej "kolekcji" zakupi. Mnie osobiście nie mieści się w głowie jak tego typu historie wogóle mogą funkcjonować w cywilizowanym państwie. "Wszyscy wiedzą ale nikt nie wie".

hm..hm...hm...co by tu dzisiaj "skolekcjonować"

Przypomina mi się kwestia nielegalnej sprzedaży papierosów i spirytusu zza wschodniej granicy. Policja i celnicy rozkładali ręce twierdząc że "trudno takiego handlarza nakryć na gorącym uczynku". Otóż sprawa jest prostsza niż mogłoby się wydawać. Idziemy na targowisko (pod "Tęczą", na 3-ciego Maj itp.) znajdujemy gościa handlującego tandetną biżuterią z czegoś kto ktoś naiwny gotów byłby nazwać złotem (...bo się świeci?) lub rozglądamy się za jegomościem którego za posiadaną twarz powinno się z założenia karać dwuletnią odsiadką. Na 90% albo sprzedadzą przemycany towar albo wskażą gdzie go kupić. Proste?
Najwyraźniej nie, bo kiedyś, wspomnianym sposobem, "namierzyłem" handlarza fajkami z pod znaku czerwonej gwiazdy na jednym z kaliskich ryneczków - stał tam jeszcze kolejne 3-4 lata.

Inną kwestią jest zakup dopalaczy przez dzieciaki. Nie jeden rodzic budzi się w nocy z krzykiem obudzony przez koszmarne wizje jego 10-letniego syna nabywającego srebrzyste saszetki zawierające szatana w proszku. Nie jedna dyrektorka gimnazjum załamuje się bo na przeciwko szkoły otwarty został sklepik z "artykułami kolekcjonerskimi". Nie ma co się im dziwić, ale z drugiej strony:
Drodzy rodzice, skąd wasze pociechy mają na to pieniążki? Jak to się dzieje że zamiast np. kupić nową gierkę albo komiks pędzą do sklepu z dopalaczami? Nie kontrolujecie w żaden sposób tego co robią z kieszonkowym?
Szanowne Dyrektorki szkół,  udało się przesunąć z daleka od szkół sex-szopy i monopole. Podziałajcie i zróbcie to samo ze smart-szopami.

1 komentarz: